Wodospad Zaskalnik

Jest takie miejsce na peryferiach Szczawnicy, które już za czasów Józefa Szalaya było znanym miejscem spacerowym. W XIX – wiecznej Szczawnicy kuracjusze szczególnie upodobali sobie spacery w stroną Sewerynówki. Będąc tam, mogli podziwiać niewielki choć bardzo ładny Wodospad Zaskalnik, delektować się pięknem tutejszej przyrody oraz pooddychać świeżym i przesyconym leśnym aromatem górskim powietrzem. Nazwa tego miejsca najprawdopodobniej wywodzi się od hrabiego Seweryna. Był on bratem Aleksandra Fredry i często bywał w tych okolicach, jak większość ówczesnych kuracjuszy. W źródłach historycznych mowa jest też i o tym, że zbudowano tutaj dom, poświęcony hrabiemu Sewerynowi Fredrze. Budynek do naszych czasów niestety nie przetrwał, ale nazwa miejsca się zachowała. Dzisiaj nadal można tu spotkać wielu kuracjuszy, spacerujących przy wodospadzie oraz turystów zmierzających w kierunku Przehyby. Miejsce jest ciche oraz spokojne i dalekie od miejskiego zgiełku. Ten malowniczo położony Wodospad nie jest duży – ma zaledwie 5 metrów i znajduje się na obszarze Popradzkiego Parku Krajobrazowego. Przepływają przez niego wody Potoku Sopotnickiego, które swoje źródła mają na zachodnich stokach Przehyby.

Większość kuracjuszy i turystów odwiedzających to piękne miejsce zmierza dalej – do drewnianego kościółka, mijając po drodze pięknie wkomponowany w leśny krajobraz zajazd Czarda. W sezonie letnim w kościółku co niedzielę odprawiana jest msza święta. Kościółek powstał w okresie międzywojennym dokładnie w 1925 roku (ze składek kuracjuszy, grunt pod jego budowę ufundował ówczesny właściciel uzdrowiska – hr. Adam Stadnicki) na potrzeby kuracjuszy, którzy mieszkali w pobliskim sanatorium nauczycielskim – dziś już nieistniejące, gdyż doszczętnie spłonęło w pożarze. W czasie wojny sanatorium stanowiło bazę noclegową dla robotników leśnych i partyzantów. W 1944 wybuchł pożar, który częściowo ją zniszczył. Nie podjęto się już odbudowy i sanatorium uległo całkowitemu zniszczeniu. Dopiero w roku 1962 postanowiono je wyremontować, jednak i tym razem spłonęło (po raz drugi), i co zaskakujące – jeszcze przed oficjalny otwarciem. Teraz jego ruiny całkowicie porosły mchy i paprocie, a za kilkadziesiąt lat zostaną zupełnie zatracone w gęstym poszyciu leśnym. Póki co, nadal jeszcze możemy dostrzec część pozostałości po sanatorium idąc szlakiem na Przehybę. Podążając dalej widzimy jeszcze jedną kapliczkę z czasów II wojny światowej, upamiętnia ona smutną historię rodziny Fijasów – ufundował ją Związek Podhalan.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *